Wielu z nas ucieka wzrokiem, gdy ktoś zaczyna płakać. Czujemy się bezradni, nie wiemy, co powiedzieć, chcemy jak najszybciej to zatrzymać. Instynktownie sięgamy po pocieszenie, radę albo temat zastępczy, byle tylko nie zostać sam na sam z cudzym bólem. Leczenie traum zaczyna się właśnie w takich momentach, choć rzadko to zauważamy.
Łzy jako dowód zaufania
Halszka Witkowska w książce „Życie mimo wszystko. Rozmowy o samobójstwie” pisze wprost:
„Nie lubimy słuchać o problemach innych osób, o ludzkich tragediach. Mamy trudność z patrzeniem na łzy. A gdybyśmy tak na chwilę spróbowali na to spojrzeć inaczej? Przecież jeśli człowiek w rozmowie zacznie płakać, to znaczy, że się przed nami otworzył, zaufał nam, poczuł się przy nas bezpiecznie. Te łzy są dowodem na to, że ktoś nam zaufał, można powiedzieć, że są największym komplementem od drugiej osoby, a nawet prezentem. I nie musimy się odwdzięczać. Wystarczy, że nie uciekamy. Wystarczy, że przyjmiemy ten prezent. Bez oceniania, bez komentarzy, bez zbędnych rad.”
To zdanie odwraca sposób, w jaki zwykle myślimy o cudzym bólu. Łzy nie są sygnałem, że trzeba coś naprawić. Są sygnałem, że ktoś poczuł się przy nas bezpiecznie, na tyle by przestać udawać, że wszystko jest w porządku. Właśnie ta obecność, bez oceniania i bez pośpiechu, jest często pierwszym krokiem w stronę leczenia traum.
Milczenie, które boli bardziej niż słowa
Witkowska zwraca też uwagę na coś, co dzieje się w polskich rozmowach o trudnych emocjach:
„Kwestia narkotyków czy alkoholu została już w Polsce przegadana i w znacznym stopniu wyjaśniona – kiedy ktoś ma problem z alkoholem, już nie panikujemy. Ale jak ktoś powie, że ma myśli samobójcze, to się zaczyna! A ten człowiek po prostu jest sam w swoim bólu.”
Ten fragment pokazuje, jak daleko jesteśmy od traktowania kryzysu psychicznego z takim samym spokojem, z jakim traktujemy inne trudności. O uzależnieniach potrafimy dziś rozmawiać bez paniki i bez odwracania wzroku. Myśli samobójcze wciąż wywołują odruch ucieczki, jakby samo ich wypowiedzenie było niebezpieczne.
Panika otoczenia sprawia, że osoba w kryzysie zamiast wsparcia dostaje lęk drugiej strony. Zamiast usłyszeć „jestem tu, mów dalej”, słyszy pytania pełne przerażenia albo milczenie, które jest równie dotkliwe. To właśnie ten lęk często pogłębia poczucie osamotnienia, zamiast je łagodzić. Osoba, która odważyła się powiedzieć prawdę o swoim stanie, uczy się wtedy, że lepiej było milczeć.

Dlaczego kryzys wymaga prawa do przeżycia go
Witkowska porównuje kryzys psychiczny do żałoby – obie bywają traktowane jak stan chorobowy, z którego trzeba jak najszybciej wyjść, zamiast jak naturalna część życia.
„To jest jak z żałobą, traktujemy ją jak stan chorobowy, jako problem, z którego trzeba wyjść. Nie dajemy ludziom prawa do żałoby. Tak jak żałoba jest częścią miłości, tak kryzys jest częścią życia. Jeżeli kogoś kochamy i ten ktoś odchodzi, wtedy cierpimy.”
To porównanie ma znaczenie także dla terapii traumy. Uwalnianie traum wymaga czasu i przestrzeni na przeżycie tego, co się wydarzyło, a nie presji, żeby jak najszybciej wrócić do normalności. Osoba w kryzysie potrzebuje kogoś, kto zostanie, a nie kogoś, kto od razu chce naprawić sytuację.
Więcej o tym, jak wygląda proces powrotu do równowagi po głębokim kryzysie, piszę we wpisie „Załamanie Nerwowe – Objawy i Leczenie”.
Jak wspierać bliską osobę w kryzysie
Leczenie traum zaczyna się często od czegoś prostego – od obecności drugiej osoby, która nie ucieka, nie ocenia i nie próbuje na siłę pocieszać. Dopiero na tym gruncie można zacząć bardziej systematyczną pracę, na przykład w gabinecie terapeuty. Terapia traumy bywa ciężkim, dla niektórych nawet drażliwym tematem – na szczęście w mieście takim jak Poznań łatwo znaleźć wsparcie z zachowaniem pełnej anonimowości.
Jeśli sam mierzysz się z kryzysem albo z bólem, którego nie potrafisz nazwać, rozmowa ze specjalistą może być pierwszym krokiem do tego, by przestać nosić to w pojedynkę.
