Każdy związek przechodzi przez trudniejsze momenty. Czasami są to ciągłe kłótnie, innym razem narastający dystans, poczucie niezrozumienia albo wrażenie, że mimo wielu rozmów partnerzy wciąż mówią do siebie w różnych językach. Obserwuję, jak Poznań i tempo życia, które narzuca duże miasto, sprawiają, że partnerzy coraz częściej odkładają rozmowę o swoich potrzebach na później – aż pojawia się moment, w którym potrzebna jest terapia par.
W takich sytuacjach łatwo dojść do wniosku, że problemem jest brak miłości, zaangażowania czy dobrej woli. Tymczasem bardzo często źródło konfliktu leży znacznie głębiej – w sposobie, w jaki reagujemy na stres, bliskość i poczucie zagrożenia. To właśnie dlatego terapia par nie koncentruje się wyłącznie na rozwiązaniu konkretnego konfliktu, ale pomaga zrozumieć mechanizmy, które od dawna wpływają na relację.
Dwa sposoby reagowania w relacji
Zanim zaczniemy zastanawiać się, dlaczego partner reaguje inaczej niż my, warto przyjrzeć się dwóm sposobom funkcjonowania w relacji. Julia E. Wahl w książce „Kochać (się) mądrze” opisuje je jako umysł konkurujący i umysł współczujący. Nie są to dwa typy ludzi. To raczej dwa sposoby patrzenia na sytuację, między którymi możemy się przemieszczać.
| Umysł konkurujący | Umysł współczujący |
|---|---|
| ukierunkowanie na „ja” | ukierunkowanie na „my” |
| posiadanie | dzielenie się |
| szybciej | wolniej |
| krótkoterminowość | długoterminowość |
| kontrola i podbój | relacje i troska |
| blokowanie emocji | wspieranie emocji |
| koncentracja na wynikach | koncentracja na wkładzie |
| deregulacja | regulacja |
Nie chodzi o to, że jeden z tych sposobów jest dobry, a drugi zły. Każdy z nas korzysta z obu, zależnie od sytuacji. Problem może pojawić się wtedy, gdy pod wpływem stresu, lęku albo konfliktu zaczynamy działać niemal wyłącznie z jednej perspektywy.
Wtedy partnerzy mogą patrzeć na tę samą sytuację, ale zupełnie inaczej rozumieć to, czego potrzebuje związek.
Dlaczego partnerzy widzą ten sam problem inaczej?
Wyobraźmy sobie parę po kolejnej kłótni.
Jedna osoba chce jak najszybciej zakończyć konflikt. Szuka rozwiązania, argumentów i konkretów. Ma poczucie, że skoro problem można naprawić, nie ma sensu długo wracać do emocji.
Druga potrzebuje czegoś zupełnie innego. Zanim zacznie rozmawiać o rozwiązaniu, chce poczuć się wysłuchana, zrozumiana i bezpieczna. Dla niej najważniejsza jest relacja, a nie samo zakończenie sporu.
Oboje mogą mieć dobre intencje. Problem polega na tym, że każde z nich próbuje zadbać o bezpieczeństwo w inny sposób. Im bardziej jedna osoba przyspiesza, tym bardziej druga zwalnia. Im mocniej jedno szuka kontroli, tym bardziej drugie potrzebuje bliskości.
Z czasem zamiast współpracy pojawia się frustracja i przekonanie, że partner po prostu „nie rozumie”. Każda kolejna rozmowa może wtedy uruchamiać ten sam schemat – jedna osoba naciska, druga się wycofuje, a obie czują się coraz bardziej samotne.

To nie zawsze kwestia charakteru
Sposób, w jaki reagujemy na bliskość, konflikt czy dystans partnera, rzadko bierze się z przypadku. Wpływają na niego wcześniejsze doświadczenia, relacje z bliskimi, przekonania wyniesione z domu i to, czego nauczyliśmy się o bliskości. To, co dla jednej osoby jest zwykłą różnicą zdań, dla drugiej może uruchamiać znacznie silniejsze emocje.
Jeśli ktoś wcześniej doświadczył odrzucenia, może szczególnie mocno reagować na wycofanie partnera. Z kolei osoba, która nauczyła się, że okazywanie emocji nie jest bezpieczne, może w trudnych momentach zamykać się w sobie zamiast mówić o tym, czego potrzebuje. W takich sytuacjach partnerzy często zaczynają reagować na siebie nawzajem, nie rozumiejąc, co właściwie uruchomiło konflikt.
Podobnie może być po doświadczeniu zdrady. Odbudowanie zaufania wymaga wtedy nie tylko czasu, ale też zrozumienia, co wydarzyło się z poczuciem bezpieczeństwa w relacji. Jedna osoba może potrzebować więcej rozmowy i bliskości, podczas gdy druga będzie próbowała uniknąć kolejnych trudnych emocji.
Czasem źródłem napięcia jest również silny lęk, który sprawia, że potrzeba bliskości zaczyna mieszać się z potrzebą upewniania się, kontrolowania lub ciągłego sprawdzania, czy relacja jest bezpieczna. Kiedy partnerzy nie rozumieją, skąd biorą się takie reakcje, łatwo przypisać je charakterowi albo złym intencjom. Tymczasem za zachowaniem, które z zewnątrz wydaje się trudne, często kryje się potrzeba bezpieczeństwa, akceptacji albo bliskości.
Poznań | Terapia par – na czym polega?
Terapia par nie polega na wskazywaniu, kto ma rację, a kto popełnia błędy. Jej celem jest zrozumienie tego, co dzieje się między partnerami i dlaczego każde z nich reaguje właśnie w taki sposób.
Często okazuje się, że pod złością kryje się lęk. Pod wycofaniem – poczucie bezradności. Pod potrzebą kontroli – obawa przed odrzuceniem. Gdy partnerzy zaczynają dostrzegać te mechanizmy, łatwiej im spojrzeć na siebie z większą życzliwością i zrozumieniem.
Zmiana nie polega na tym, że jedna osoba całkowicie zmienia swój sposób funkcjonowania. Polega na stopniowym budowaniu przestrzeni, w której obie strony mogą czuć się bezpiecznie i słyszane.
Jeśli chcesz lepiej zrozumieć, dlaczego wcześniejsze doświadczenia wpływają na sposób budowania bliskich relacji, przeczytaj również wpis „Jak terapia traumy uwalnia przeszłość?”.
Poznań | Terapia par – relację buduje się każdego dnia
Nie da się całkowicie wyeliminować konfliktów. Są naturalną częścią każdej bliskiej relacji. To, co naprawdę ma znaczenie, to sposób, w jaki partnerzy przechodzą przez trudniejsze momenty i czy potrafią zatrzymać się, by usłyszeć nie tylko swoje słowa, ale również emocje i potrzeby.
Kiedy zamiast rywalizacji pojawia się ciekawość drugiej osoby, a zamiast potrzeby wygrania – chęć zrozumienia, relacja zaczyna się zmieniać. Terapia par nie daje gotowych odpowiedzi ani nie wskazuje, kto ma rację. Pomaga stworzyć przestrzeń, w której partnerzy mogą lepiej zrozumieć siebie nawzajem, odbudować poczucie bezpieczeństwa i wspólnie szukać sposobów na budowanie bliższej, bardziej satysfakcjonującej relacji.
